piątek, 29 czerwca 2007

....Odwijamy sreberko ;)


Pogoda dziś niepewna. Myślałam, że będzie słonko to poszłabym na działkę / lub ewentualnie pojechała autobusem, żeby się poopalać. Ale niestety, zbrązowić się za bardzo nie ma jak. Mmm każdego lata marzy mi się "czekoladowa" opalenizna. Widocznie nie jest mi pisana, bo gdy uzyskam, powiedzmy kakaowy odcień, to schodzi mi skóra z pleców i wyglądam jak czekolada ... łaciata. Dzień w sumie zaplanowany, pójdę do Biedronki, kupię pop korn ( co do pop kornu, dlaczego nie ma takiego w czekoladzie ? ), muszę odebrać buty od szewca i iść po jakiś papier. Wieczorem impreza, nie za bardzo mam na nią ochotę, ale cóż, muszę być. Oprócz tego, że nie znam tam prawie nikogo, to w ogóle nie mam zbytnio ochoty dzisiaj na picie i uśmiechanie się do innych ... A jutro też impreza, z tym, że w innym składzie. Ten drugi bardziej przypada mi do gustu, więc jutro nie pójdę z musu. I tak minie piątek i sobota. Potem niedziela, najnudniejszy dzień jaki ktokolwiek może sobie wyobrazić. MASAKRA ! Nienawidzę niedziel. Do kościoła nie chodzę, ale o tym przekonaniu może innym razem, po co zniechęcać potencjalnych czekoladożerców na samym początku :P Przejdźmy zatem do poniedziałku. Pewnie znowu nudy, ale za to wtorek, ten dzień zapowiada się nie tyle ciekawie, co w ogóle się zapowiada! Wyjeżdżamy nad morze, o 2 w nocy, będziemy jechać pudełkiem ( Cinquecento ) do rana. Żeby to godnie znieść musiałabym się naćpać, ale nie mam tego w zwyczaju, więc będę próbować się mieścić na tyle w jakiś trzeźwy sposób. W innych sytuacjach tylne siedzenia przydają się bardziej, ale cóż, nie przewiduję przerwy na takowy postój. Nie wyspałam się, wróciłam o 3, spałam do 8:30 ... I tak mijają mi wakacje. Nudno jak cholera, ale najgorsze jest to, że one mijają .... Nie chcę, boję się, popadnę w depresję ;( Wrzesień, październik, listopad, grudzień, styczeń, luty, marzec, kwiecień .... MATURA. Nie wiem co zdaję, nie wiem, co chcę robić dalej. Nie chcę studiować, wolę znaleźć pracę i odbębnić ile trzeba, pracować to tego zasranego 65 roku życia. Ale znowu bez studiów nie ma jak znaleźć pracy, godnej pracy. Za psie pieniądze też nikt nie chce pracować, ale "złotych jaj" kura nie daje z niczego, więc chcąc nie chcąc muszę studiować, a przynajmniej spróbuję. Zmartwiło mnie to, jak myślę o mojej przyszłości, to wcale nie wygląda to słodko. Cóż. Podzieliłam się z Wami kosteczką i na dziś to prawdopodobnie tyle, nie wiem czy znajdę czas, żeby wpaść na mojego nowego, cudownego ;) bloga. Pozdrowienia z czekoladowego królestwa.